CZERWONE WIEŻE

W wielu średniowiecznych miastach więzienia i miejsca wymie­rzania sprawiedliwości malowano na czerwono lub przynajmniej zwano „czerwonymi” miejscami. W Szwajcarii, w Austrii, Bawarii i Saksonii istniało wiele czerwonych wież czy czerwonych bram, ma­jących związek z sądownictwem.Przed „czerwoną wieżą” w Wiedniu, od której nazwę otrzymała do dziś istniejąca ulica (Rotenturmstrasse), sądzono piekarzy sprze­dających chleb poniżej przepisanej wagi. W najdawniejszych cza­sach wyrok wykonywano na Mehlplatz, później bardziej w górę rzeki, w Rossau. Delikwenta wsadzano do drewnianej klatki i na dłu­gim drągu wielokrotnie zanurzano w rzece.W czerwonej wieży znajdował się też główny punkt pobierania myta w mieście stołecznym. W dawnej księdze o historycznie waż­nych domach Wiednia czytamy: „«Rotheturm» miała w sobie coś uroczystego, ponieważ czerwień była wtedy kolorem sprawiedliwo­ści, a zwłaszcza prawa karnego. Ławy sędziego i ławników obwie­szone były czerwonym suknem, na czerwono ubrany był sędzia, czerwone chorągwie niesiono przed deputacją ludu, czerwone cho­rągwie na budynku sądu były dla wiedeńczyków znakiem, że w tym dniu odbędzie się sroga egzekucja; czerwone czapki nosili studenci fakultetu prawa”.

RÓŻANE OBYCZAJE

Również Włosi zachowali ten rzymski zwyczaj pod nazwą „domenica rosa” lub „pasąua rosa”. Te obyczaje różane przypadają na Zielone Świątki. Rzymscy osadnicy zwyczaje te przenieśli do Tracji; stamtąd dotarły do Słowian, gdzie również związały się z Zielonymi Świątkami lub z Wielkano­cą. Rumuni znają święta róż pod nazwą „rusalii”. Rosjanie święto róż łączyli z pogańskim świętem zmarłych w okresie przesilenia zi­mowego. W Bułgarii istnieją nawet miejscowości, gdzie w czasie przez tydzień trwających rusaliów zdarzają się cudowne uzdrowie­nia chorych.Rankę z podwójnej formy słowa (rusalija, radunec), wysuwa wniosek, że w rozpowszechnianiu obyczajów różanych uczestniczył zarówno język łaciński (od rosalia) jak i grecki (od rodon). Skojarzenie „rusyi” = czerwonawy i „rusalia” mogło ułatwić przejście obyczaju pochowków z czerwonym barwnikiem, istnieją­cych również u Słowian, do zwyczajów różanych.

ZGODNIE ZE SKOJARZENIEM

Niekiedy czerwonymi nićmi obwijano też trumny, zapewne z tych samych powodów, dla których ludzie epoki lodowcowej krępo­wali swoich zmarłych. W romańskiej Szwajcarii jeszcze nie tak da­wno temu zabezpieczano podwórko dla kur przed lisem otaczając je czerwonym sznurem. W angielskiej marynarce nić wpleciona w linę okrętową miała ją chronić. Stało się to źródłem powiedzenia „czer­wona nić”, rozpowszechnionego przez Goethego (Wahlverwandts- chaften II).Zwyczaj „czerwonych pochówków” praktykowany najpierw u Greków i Rzymian, później w zachodniej i wschodniej części państ­wa rzymskiego, dotarł, jak wiele innych praktyk kultowych, na Bał­kany, a stamtąd do wschodnich Słowian. Z cesarstwa wschodniego przyjęli oni nie tylko kolor zmarłych, ale i wywodzącą się od niego „ofiarę róży”. Czerwone róże stały się w rzymskim cesarstwie na­miastką czerwonego barwnika. Zgodnie ze skojarzeniem krew — czerwień — czerwona róża „dies rosae”, „rosalia” lub „rosaria” sta­ły się dniami składania ofiar z róż.

W DAWNYCH CZASACH

To, co dawniej nazywano zabobonem, dzisiaj określa się jako neu­rotyczne zachowanie. Krótko mówiąc: działanie prostych linii (do których należą też napięte nici) jest często czynnikiem do tego stop­nia przeszkadzającym, że człowiek zmienia swe nawyki i zaczyna wierzyć w szczególną siłę pochodzącą od tych znaków. A gdy już uwierzy w tego rodzaju działanie, auto- i heterosugestia robi swoje: oczekiwany efekt magiczny pojawia się! Czerwony kolor efekt ten zdaje się jeszcze potęgować. W dawnych czasach istniał zwyczaj łączenia pary kochających się poprzez krępowanie i wiązanie ich czerwonymi nićmi.Różne sposoby magicznego użytkowania czerwonych nici wywo­łują dziś zdziwienie; gdy dowiadujemy się na przykład, że siła czer­wonych jedwabnych nici miała być tak wielka, że dzięki niej zacią­gnięto do walki sławnego Uristiera. Lub że w XII wieku w Kolonii, a w XIV wieku w Bazylei jeńcy „krępowani” nićmi nie odważali się uciec. Mieszkańcy Brugii w bitwie pod Roosebeke w roku 1381 utrzymali swoje pozycje dzięki czerwonej jedwabnej nici, która, jak to skrupulatnie odnotowano, „… miała siedem węzłów w równej odległości, a końce były związane w węzeł i zabezpieczone krzy­żem”.

ZAGADKA CZERWONYCH NICI

U ludów romańskich ewolucja „czerwonych” pochówków w kierunku chrześcijańskich pogrzebów faworyzujących czarny kolor dokonywała się powoli. Jeszcze w XV wieku występowały we Wło­szech pogrzeby w czerwieni. W rzymskich czasach składanie krwa­wych pierwotnie ofiar przyjęło mniej barbarzyńskie formy. Wtedy też natrafiamy już na kwiat róży składany w darze umarłemu do grobu.Czerwonym niciom przyznawano dwojakie magiczne działanie:Nici są środkiem, dzięki któremu można wiązać ludzi i zwierzęta.Nici tworzą zaklęty krąg, którego nie wolno przekroczyć.Te magiczne praktyki wywiódł człowiek już nieskończenie dawno z hipnotycznego działania linii. Sugestywne działanie pros­tych linii można wykazać eksperymentalnie zarówno z ludźmi jak i ze zwierzętami. Nie wyjaśniono jeszcze naukowo, dlaczego na przy­kład kury zatrzymują się przed linią pociągniętą na ziemi: wpatrują się w nią i nie odważają się jej przekroczyć. Również współcześni ludzie — zwłaszcza dzieci — tworzą sobie własny „rytuał”: nieraz spotykamy dzieci, które na ulicy zachowują się co najmniej dziwnie: skaczą przez linie poprzeczne na chodniku, bez widocznego powodu unikają przechodzenia po krawężnikach płyt. Nietykanie krat kanału można by potraktować jako środek ostrożności, ale co ma oznaczać unikanie styków kwadratowych płyt chodnika?

W WIELU KAPLICACH

W wielu kaplicach pogrzebowych niemieckich kościołów gotyc­kich spotykamy w dekoracji sklepienia motyw róży. Wkrótce kwiat ten stał się też oznaką sądownictwa; nie sposób wyliczyć tu nawet najważniejszych średniowiecznych budowli sądowych, których symbolem była róża.Kurt Rankę udowodnił, że „ros” lub „roze” w niespokojnych czasach wczesnego średniowiecza — które niewiele pozostawiły

nam świadectw pisanych — znaczyło tyle co „rot” (czerwony). Tak więc w rejonie Kolonii określano pewne miejsce jako „Rozę”, na którym chowano zmarłych. Na owym cmentarzu „Rozę” spotykamy w roku 290 już „Rotkirche” (czerwony kościół), który jeszcze dziś nazywa się „Rodinkirche”, a w roku 985 miejsce to nazywano „Ro- denkirchhoff” (czerwonym cmentarzem). W Akwizgranie znajdo­wał się cmentarz „Rozę” (wymowa „Rose”), który jeszcze w roku 1346 wymienia się jako „supra Roys”. Do skojarzenia róży ze śmiercią przyczyniło się również i to, że róża często kwitnie na czerwono. W poezji lub bajkach natrafia się często na związek róży ze śmiercią.

RÓŻA SYMBOLEM ŚMIERCI

Jeszcze przed XII wiekiem istniało wiele miejscowości, których nazwa zaczynała się od „ros”. Kurt Rankę stwierdził jednoznacznie, że „ros” mogło mieć tylko znaczenie „czerwony”. Przed nim do podobnego wniosku doszedł Jakub Grimm, uważając, że formy „Ros” i „Rot” związane są ze sobą; staroindyjskie aruśa (czerwo­nawy), łotewskie rusa (rdza), staro-cerkiewno-słowiańskie rusu (czerwonawy, blond), rosyjskie rusyi (czerwonawy). Jeżeli zgodzimy się z poglądem Kurta Rankego, otworzą się przed nami różne aspek­ty powiązań od „ros” do „Rosen”.Ludowa etymologia nadała dawnemu słowu nowe znaczenie. „Gart” mógł znaczyć tylko „Garten” (ogród), a „ros” — czy mogło to być coś innego niż „Rose” (róża)? Tak więc dawny Rosgart stał się ogrodem różanym (Rosengarten), czerwone wzgórze (Roshougi) — wzgórzem różanym (Rosenhiigel), czerwona góra (Rosberg) — górą różaną (Rosenberg).Od dawna było wiadomo, że róża stanowi symbol śmierci. Zdu­miewające były tylko próby interpretacji tego związku. Od średnio­wiecza coraz częściej dawne miejsce pochówków nazywano ogroda­mi różanymi (Rosengarten), a wiele miejsc kaźni określano potocz­nie wzgórzami różanymi czy górami różanymi, toteż w owych cza­sach analfabetyzmu nie trzeba było długo czekać, by róża stała się symbolem śmierci.

CZASOWY ROZRZUT

O tym, jak wielki był czasowy i przestrzenny rozrzut tych zwyczajów, mówi fakt, że igrzyska ku czci zmarłych przedstawiono już na „situlach” świętych naczyniach z okresu halsztackiego. Kontynuatorami ta­kich igrzysk byli Etruskowie i Rzymianie. Z etnografii słowiańskiej wiadomo, że igrzyska „na cześć umarłych” zakazane zostały dopie­ro w XX wieku!W starej niemczyźnie czerwień określano słowami „rot” i „ros”. Zwrócił na to uwagę Kurt Rankę. Również i dziś istnieją jeszcze wyrazy złożone z „ros” lub „Rose”, które nie mają nic wspólnego z kwiatem róży. W wielu indoeuropejskich i germańskich językach spotykamy formy z „ros”, „rus” lub „rusch”, które znaczą czerwo­ny: russus (łacina), rosso (włoski), rouge (francuski), ros (holenders­ki), ros (staroduński), róss (fryzyjski), ros = ross = rot (dolnoniemie- cki). Krótko mówiąc, niegdyś nazwa Rosgart istniała obok Rotgart. W średniowieczu, gdy stara nazwa dla świętych miejsc była jeszcze znana, lecz równoznaczność słów „ros” i „rot” coraz bardziej się za­cierała, ludowa etymologia stworzyła nowe formy słowne.

TAJEMNICZY ROSGART

Czerwony kolor czerwonych ogrodów, czerwonych pagórków i czerwonych gór (Rotgarten, Rothtigel, Rotberge) przeniósł się póź­niej, gdy przestano już wydawać wyroki na otwartych miejscach, na budynki sądów. Ogradzanie świętych miejsc czerwonymi nićmi było zwyczajem jeszcze przedchrześcijańskim. Nie tylko Germanie oddzielali w ten sposób plac przed miejscem składania ofiar. Tak samo było w Ate­nach, gdy sąd rozpatrywał sprawy misteriów.U Germanów plac otoczony czerwonymi nićmi był równocześnie cmentarzem, miejscem sądu i gier. Problem owych okręgów można badać przede wszystkim tam, gdzie dzięki stosowaniu i zapisywa­niu germańskich wyrażeń w języku łacińskim mógł się zachować ich sens aż do dzisiejszych czasów. Tak właśnie było na pograniczu germańsko-rzymskim — nad Renem.Przedchrześcijańskie „krwawe” obchody ofiarne ku czci zmar­łych są dziś znane bardziej u Słowian niż u Germanów.

W CELU BEZPIECZEŃSTWA

Tak natrafiamy na ogrodzone sanktuarium już w germańskiej świątyni w Upsali, znanej nam z opisu biskupa Adama z Bremy z lat 1074-83. Świątynia miała być zbudowana w stylu drewnianych ko­ściołów nordyckich. W jej wnętrzu znajdowały się posągi bóstw: Odyna, Thora i Freyr.Od czasów chrystianizacji spotykamy się z „ogradzaniem” mają­cym na celu bezpieczeństwo kościołów. Niektórzy naukowcy w swojej systematyce odróżniają ogradzanie kościołów od ogradzania miejsc germańskich zgromadzeń ludowych (ting), sądów i walki. Ogradzanie kościołów miałoby wynikać z „pobożności”, a innych miejsc — z „prawnych zasad” . Te pedantyczne rozgraniczenia są raczej nieistotne, bowiem siedziby prawa miały też zawsze charak­ter religijny. Na grobach przodków odbywały się zgromadzenia, wymierzano sprawiedliwość. Na uświęconych miejscach ogrodzo­nych zielonymi gałązkami łub czerwonymi wstążkami staczano walki ku czci zmarłych i bawiono się. Rosgarts, przemianowane pó­źniej na Rosengarten („ogrody róż”), obwiedzione były, jak podają legendy, czerwonymi nićmi. Przypomnijmy choćby „ogród różany Laurinsa”..Gdy czerwony kolor w kulcie zmarłych z czasem tracił swe zna­czenie, zaczęto „ogradzać” również i innymi kolorami, i materiała­mi. Tak więc niektóre kościoły, poświęcone zwłaszcza świętemu Leo­nardowi, ogradzane są żelaznymi łańcuchami.