Przyjaciele i życie w pojedynkę

Jak byś się czuła, kiedy, wysprzedawszy cały majątek, ruszyłabyś w drogę, aby rozpocząć nowe życie — samotnie? Podobnie jak dziecko rzucone po raz pierwszy na głęboką wodę – opowiada Denise, wspominając swoją podróż w nieznane. – Pozostały mi jedynie „ciuchy” i kot. Musiały minąć dwa lata, nim Denise wreszcie odważyła się opuścić stan Iowa. Kiedy ostatecznie zdecydowała się na prze­prowadzkę do Los Angeles, podjęła największe w swoim życiu ryzyko. Za pośrednictwem przyjaciółki przyjaciółki udało mi się wyna­jąć samodzielne mieszkanie. Ale wciąż musiałam znaleźć pracę, a jedyną osobą, którą znałam na południowym wybrzeżu, była moja dawna koleżanka, z którą mieszkałyśmy razem podczas nauki w szkole średniej. Wszyscy uważali, że postradałam zmysły. „Jak możesz tam jechać?”, powtarzano. „Przecież tam są ciągłe zamieszki, wysoka przestępczość, no i to zanieczyszczenie powietrza”. Cóż, szczerze mówiąc, miałam dość pól kukurydzianych. Skoń­czyłam trzydzieści cztery lata, pracowałam jako laborantka, wciąż byłam niezamężna, a moje życie wydawało mi się jałowe. Gdzie indziej rysowały się jakieś możliwości – opowiada Denise. Jedyna serdeczna przyjaciółka, Lila, okazała jej zrozumienie, chociaż uważała, że Denise wiele straci. Wyprowadzałam się, przypuszczalnie na dobre. Ona jednak wiedziała, że póki nie wyjdę z tego „zaklętego kręgu”, nigdy nie będę szczęśliwa. Nie usiłowała mnie powstrzymać, pozwoliła, żebym postępowała zgodnie z własnymi przekonaniami i powiedziała: „Zdaję sobie spra­wę, jakie to dla ciebie ważne. Ruszaj w drogę!” Pożyczyła nawet furgonetkę, żeby odwieźć mnie na Lotnisko. Kiedy nadeszła chwila wyjazdu, Denise wpadła w stan bliski histerii. Serce waliło jej jak młot, miała spocone dłonie. Dostała nawet krwotoku. Gdy jechały autostradą, oznajmiła: – Źle się czuję. Umieram ze strachu! – Lila popatrzyła na nią i szepnę­ła: – Świetnie sobie poradzisz. Gdy Denise wybuchnęła: – Chyba się załamię! – Lila zareago­wała spokojnie – Jeśli naprawdę tak fatalnie się czujesz, to wracaj i leż do góry brzuchem, wpatrując się w sufit – poradziła. Droga na lotnisko zajęła im godzinę, a Lila cały czas prze­mawiała do Denise niczym kontroler ruchu powietrznego prowadzący załogę uszkodzonego samolotu. Lila, dotąd zawsze apodyktyczna, uspokajała ją, wyciszała. Niekiedy uważałam, że nie okazuje mi współczucia. Ale prawda była taka, że uczyniła wszystko, abym trafiła na właściwą drogę – mówi Denise.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *